59 edycja Sint Martinusprijs Kontich czyli wyścig o którym dobrze szybko zapomnieć.
Belgia pokazała swoje prawdziwe oblicze. To kraj wielkich kolarskich tradycji, wspaniałych wyścigów i pogody której nigdy nie można przewidzieć z wyprzedzeniem. Wszyscy boją się kampanii wiosennych klasyków które potrafią się odbyć w iście anielskiej pogodzie. A latem, niby jedziesz w pewne a tu zonk.
Zaczęło się jazdą drużynową na czas. Szło doskonale. Na 4-5 czas aż do momentu w którym na jednej krótkiej sekcji brukowej łapiemy 3 defekty. Na jednym zakręcie … no cóż po zawodach.
Na 1 etapie zaraz po starcie ostrym, kiedy to jest najbardziej niebezpiecznie Kacper i Piortek zaplątali się w kraksę. Skutki tego wypadku okazały się na tyle poważne, że chłopaki nie mogli kontynuować jazdy. Szybkiego powrotu do pełni zdrowia panowie.
Na czas pojechaliśmy stabilnie ale bez szału. Najlepiej Michał Strzelecki, kończąc na 20 miejscu. Szymon upadł na ostatnim kilometrze przed meta zdmuchnięty przez nagły poryw wiatru …
Na ostatnim etapie chłopaki pokazali że walczą do końca. Szymon pomimo szlifów po czasówce znalazł się w odjeździe dnia. Michał próbował dobrze zafiniszować, ale jak nie idzie to nie idzie, w finale wybrał nie ten tor jazdy i nie udało się nic ugrać. Jak by tego było mało, Kuba kończy etap w karetce a następnie w szpitalu w Antwerpii. Zapewne nie jest to miejsce które chciałby zwiedzać po wyścigu. Na szczęście obyło się na strachu.
